samo jak na poczatku. W kraju, w ktorym nawet pokazywanie liczb na
palcach jest skomplikowane i opatrzone licznymi zasadami, jakiekolwiek
interakcje werbalne raczej nie wchodza w gre. Co prawda potrafimy
powiedziec "dzien dobry", "herbata", "dziekuje" i czasami odwazamy sie
na "do widzenia", ale juz "tak" albo "nie" ogranicza sie do kiwania
glowa. Chinczycy na "tak" mowia czasami "aaaaaa", czasami "dzia", a
czasami wydaja z siebie niezrozumialy potok slow. "Nie" za to zalezy
juz zupelnie od kontekstu. Latwiej machac glowa. Jak zatem sie
porozumiewamy? Normalnie, po polsku. Jestesmy w kraju, w ktorym
znajomosc angielskiego jest tylko nieco lepsza niz polskiego, nasz
ojczysty jezyk znakomicie sie wiec sprawdza. My sie nie wysilamy,
rozmowcy nie stresuja, efekt taki sam. Nie czujemy sie przy tym
wszystkim nierozumiani ani samotni. Z kazdej strony docieraja do nas
sympatyczne usmiechy, ktore odwzajemniamy, nie mogac przekuc ich na
dluzsza rozmowe.
Czasami jednak trzeba cos przeczytac (z ktorego peronu odjezdza
pociag, dokad jedzie autobus albo gdzie jestesmy na mapie). Mamy
ambitne plany rozszyfrowania "krzakow", niektore juz nawet
rozpoznajemy, np: gora, autobus, pociag, ale na razie poslugujemy sie
systemem skojarzen typu: strzalka-osiem-drabinka, labirynt-krzyz-okno,
etc. W skojarzeniach tych wystepuje rowniez pojecie "zamieszania",
ktore okresla te wszystkie znaki, ktore sa tak skomplikowane
graficznie, ze nie mozemy ich latwo zapamietac i przywolac w
odpowiednim momencie. Ale jakos tak sa skonstruowane te chinskie
slowa, ze zawsze jakis element charakterystyczny sie znajdzie i wskaze
kierunek.
Ostatnia deska ratunku jest slownik obrazkowy (dziekujemy Lolkom),
ktory oszczedza nam wyglupow przy probach kupienia zupy z wolowina i w
innych krytycznych sytuacjach.
Na koniec ciekawostka. W Chinach policjanci wystepuja parami, ale w
odroznieniu od polskich policjantow, jeden w parze zawsze mowi po
angielsku. I droge wskaze, i powie w ktorej kolejce stanac. Policjant
przyjacielem turysty.
Rece Was nie bola od tego machania??
ReplyDeleteWszystko po chinsku(juz teraz wiem skad sie wzielo to powiedzenie) nasze dwa na palcach ich
osiem, mozna sie pogubic. A gdzie sie podzial Pan Lee? Znudziliscie sie mu juz, czy stracil cierpliwosc.A.
Widzę, że Chińczycy zrobili na Was dobre wrażenie z czego się bardzo cieszę,a jak przeczytałam, że mówią po polsku to już ich za to kocham!
ReplyDeleteBuziaczki:-)
hahaha, słownik obrazkowy się przydaje nieustraszonym podróżnikom! wreszcie się dorwałam do laptopa bolka i mogę skomentować coś - bo u mnie się nie da, więc czytam biernie. dzieki za kartke! wspomnienia yoigo-dyskusji mnie wzruszają;) zahaczcie o nas w drodze powrotnej, co? ciaaaaaaaaam!!! lolo
ReplyDelete